Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 listopada 2012
Uroboros.
Od dziecka chciałam mieć ogon. Raczej nie rozpatrywałam za i przeciw, czy to wygodne, przydatne, czy ogon marznie na mrozie itp., po prostu chciałam mieć i już. Żeby tak pomachać wesoło, muchy odgonić, pogmerać w kudełkach. Ogon to malsymalnie fajna rzecz. Wyobrażałam sobie jak będzie kląć moja Mamełe, której przyjdzie wycinać dziurki w ubraniach, żebym mogła wystawić ogonek. Bardziej chyba o tym myślałam jakimi fikuśnymi wzorkami można takie dziurki obrabiać. Może z powodu chęci posiadania własnego ogona szukałam przyjaźni z " ogoniastymi" i sprowadzałam do domu wszelkiej maści zwierzaki z błaganiem: " Mamo zrób im kanapkę". Wiedziałam, że i tak nie pozwoli mi żadnego zatrzymać. Długo przyszło mi czekać na "ogoniastego" przyjaciela. A dziś ... Od kilku tygodni w remoncie (domiszcze moich rodziców). Czuję się jakbym zjadała własny ogon. Nie wydaje się już taki fajny ten ogon, kiedy sam wpycha się do mordy. Zmęczenie daje znać o sobie. Praca, po pracy remoncik, własny dom ... już boli.
środa, 25 lipca 2012
Popolupo.
Są ludzie, którzy albo z urodzenia, albo przez splot okoliczności i cech charakteru są autokratami, tyranami, panami i władcami po krańce wszechświata. Wewnętrznie, i często też zewnętrznie, ułomni, miałcy i słabi, ale na zewnątrz epatujący pozorną siłą i stanowczością. Otaczający się ludźmi równie - albo i bardziej, bo bez zacięcia do bycia panem - słabymi, bez charakteru, bez moralnego kręgosłupa, pochlebcami i donosicielami, podlecami knującymi za plecami, rozpuszczającymi ploty i rzucającymi kalumnie, bojącymi się jednak wszelkiej konfrontacji, zmieniającymi punkt widzenia jak chorągiewka na wietrze, bez opinii, przekonań i wewnętrznych dylematów, albo po prostu nieprzesadnie inteligentnymi. Dlaczego tak? Dlatego, że tymi można pomiatać, tych można kupić albo zastraszyć, albo - w przypadku tych mniej rozgarniętych - ci się boją i nie rozumieją.
środa, 6 czerwca 2012
O znikaniu i pozostawaniu.
1. Bazylowi zniknęły jądra za sprawą kastracji dokonanej skalpelem weterynarza. Pozostały: szwy, pusty woreczek, trochę zasinienia i opuchnięcia, sporo bólu, fizelinowe gatki, wizja zdejmowania szwów, kończący się zapas testosteronu.
2. Tolusiowi zniknęły szwy za sprawą lekarza ortopedy, któren był te szwy wycharatał. Pozostał: gips, zasinienie, nie zagojona jeszcze rana, ból i puchnięcie, nadzieja na przyszłość w związku z narastającą kurwicą spowodowaną przymusową bezczynnością oraz osobista satysfakcja z powodu tego, że w firmie nie dzieje się tak dobrze, jak wtedy, gdy był sprawnym - za przeproszeniem - członkiem zespołu, o czym mu uprzejmie doniosło szefostwo, pytając o zdrowie i rychły, jak mieli nadzieję, powrót.
2. Tolusiowi zniknęły szwy za sprawą lekarza ortopedy, któren był te szwy wycharatał. Pozostał: gips, zasinienie, nie zagojona jeszcze rana, ból i puchnięcie, nadzieja na przyszłość w związku z narastającą kurwicą spowodowaną przymusową bezczynnością oraz osobista satysfakcja z powodu tego, że w firmie nie dzieje się tak dobrze, jak wtedy, gdy był sprawnym - za przeproszeniem - członkiem zespołu, o czym mu uprzejmie doniosło szefostwo, pytając o zdrowie i rychły, jak mieli nadzieję, powrót.
czwartek, 24 maja 2012
Ciasto czekoladowe.
Wróciłam.
Słoneczka nie było, był za to deszcz. Wsiowe pieski wymyziane - wszystkie jakie się napatoczyły. Potem mnie regularnie odprowadzały pod bramę.
Na wykładach nudy i merytoryczne dno, ale jeden ze szkolących - jako człowiek - całkiem sympatyczną i wesołą istotą był, i dzięki temu nie zaziewałam się i nie skonałam. Drugi był za to sztywny jak szpadel i miał wkurzający sposób bycia. Nie moja demencja.
Najbliższe towarzystwo za to miałam przednie, uśmiałam się z nimi jak norka. Przypomniałam sobie zasady gry w remika, w którego nie łupałam od liceum, czyli dawno. Gadki, śmichy, spacerki w deszczu, granie w karty. Wesoło było.
Słoneczka nie było, był za to deszcz. Wsiowe pieski wymyziane - wszystkie jakie się napatoczyły. Potem mnie regularnie odprowadzały pod bramę.
Na wykładach nudy i merytoryczne dno, ale jeden ze szkolących - jako człowiek - całkiem sympatyczną i wesołą istotą był, i dzięki temu nie zaziewałam się i nie skonałam. Drugi był za to sztywny jak szpadel i miał wkurzający sposób bycia. Nie moja demencja.
Najbliższe towarzystwo za to miałam przednie, uśmiałam się z nimi jak norka. Przypomniałam sobie zasady gry w remika, w którego nie łupałam od liceum, czyli dawno. Gadki, śmichy, spacerki w deszczu, granie w karty. Wesoło było.
niedziela, 13 maja 2012
Jadę.
Czego nie było, a było niezbędne - zostało kupione.
Kręciłam się po domu jak gówno w przeręblu. Umęczyłam się.
Efekt - torba spakowana.
Nadzieja, że mam wszystko, co jest mi potrzebne przez te trzy dni. Boże, niezwykłe ile jest mi potrzebne na te parę dni!?
Tęskno mi będzie.
Odpocznę może za to.
Mam nową książkę - wznowienie "Pałacu" Wiesława Myśliwskiego.
Dużej ilości słonka sobie życzę.
No to ... pa.
Kręciłam się po domu jak gówno w przeręblu. Umęczyłam się.
Efekt - torba spakowana.
Nadzieja, że mam wszystko, co jest mi potrzebne przez te trzy dni. Boże, niezwykłe ile jest mi potrzebne na te parę dni!?
Tęskno mi będzie.
Odpocznę może za to.
Mam nową książkę - wznowienie "Pałacu" Wiesława Myśliwskiego.
Dużej ilości słonka sobie życzę.
No to ... pa.
środa, 9 maja 2012
Pismo oficjalne (miejmy nadzieję, że dobrze skonstruowane jest).
Jakiś miesiąc temu przeprowadziłam rozmowę w sprawie awansu, a w zasadzie nie tyle zmiany nazwy stanowiska, co żeby mi w cholerę podwyżkę dali. Jak uznają, że trzeba przy tym moja nazwę zmienić z niższej na wyższą, to uprzejmie proszę, nie mam nic "naprzeciwko", mogę się nazywać jak bądź, byle "eci-peci" dołożyli. Dziś dowiedziałam się, że oficjalny wniosek, sporządzony przez moją szefową, powędrował na szczyt szczytów i górę gór, i ma być niebawem rozpoznany.
Proszę kciuki trzymać i kibicować coby mi się udało. Może jest szansa na to, aby moja stopa życiowa wzbogaciła się o jeden choćby dodatkowy palec, zamiast dostawać wiecznie odcisków, zażółceń i przebarwień.
Czekam na wyniki posiedzenia "bogów Olimpu".
Proszę kciuki trzymać i kibicować coby mi się udało. Może jest szansa na to, aby moja stopa życiowa wzbogaciła się o jeden choćby dodatkowy palec, zamiast dostawać wiecznie odcisków, zażółceń i przebarwień.
Czekam na wyniki posiedzenia "bogów Olimpu".
wtorek, 8 maja 2012
Siła fast foodu i inne szczęścia i nieszczęścia.
Wiele już powiedziano, napisano i nagrano na temat "szybkiego żarcia", że be,że fe, że tuczy i niezdrowe jest. Wiadomo. Jednak, szwendając się tam i ówdzie, natyka się człowiek (ja znaczy) na różniste takie, albo jak robotą przesadnie zajęty jest i nie przyrządził papu i zjeść nie ma co, a ma bebech pusty jak bęben Rolling Stonesów, to mu się zachciewa i kupuje, i je, i dobrze mu.
Ja niestety lubię to cholerstwo, bowiem siła jego i moc na mnie działa.
Gadzina moja cała też nie podziela obiekcji w stosunku do fast foodu (przynajmniej węchowo, bo im padalcom nie daję, w końcu dbam o zdrowie gadziny zawsze, a o swoje czasem).
Na zdjęciu widać jak mnie oblazły. Tak się posilałam w czasie remontu kuchni.
Nieszczęście polega na tym, że od poniedziałku będę odbywała szkolenie. Wyjazdowe - dni trzy.
Ja niestety lubię to cholerstwo, bowiem siła jego i moc na mnie działa.
Gadzina moja cała też nie podziela obiekcji w stosunku do fast foodu (przynajmniej węchowo, bo im padalcom nie daję, w końcu dbam o zdrowie gadziny zawsze, a o swoje czasem).
Na zdjęciu widać jak mnie oblazły. Tak się posilałam w czasie remontu kuchni.
Nieszczęście polega na tym, że od poniedziałku będę odbywała szkolenie. Wyjazdowe - dni trzy.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Uff, puff, ała i ojej.
Praca w nadgodzinach. Od kilku dni nic innego tylko 11-12 godzin dziennie orka na ugorze, a końca nie widać, albo i widać, ale mglisty on jeszcze.
Etat domowy lekko zaniedbany, ale nie porzucony, co daje w sumie 14-15 godzin fifa-rafa i kociokwik z obłędem. Nic to, damy radę, a jak nie damy, to też damy. Zachciało mi się chorować, a potem świętować, to teraz mam za karę.
Toluś nakarmił Państwa Chrobotków.
Chłopaki znoszą sytuację dzielnie dzięki naszej - nie chwaląc się - niesamowitej organizacji, a Zośka i tak, jak zwykle, szcza w najmniej odpowiednich miejscach (głównie na posłanie Bazyla, co mnie nieodmiennie doprowadza do szału, Bazyla pewnie też).
Miss Fridrikson zwiała dzisiaj z klatki i urządziła w pokoju Fasoli totalny Sajgon. Fasola się raczej nie nudziła po powrocie ze szkoły - według mnie godzina doprowadzania wszystkiego do ładu.
Wczoraj wysiadła pralka, aleśmy ją jakoś z Tolusiem reanimowali - póki co działa, chwała Panu, bo prania ci u nas dostatek.
Wariactwo.
A jeszcze ... w supermarkecie sklep z męską odzieżą (garnitury, koszule, krawaty i takie tam) z "wieszakiem ostatniej szansy", a potem co? Po nas? Promocja po byku - ludzie to mają bicia!
Na koniec nutka optymizmu - prę do przodu i jak u nas mawiają nie dam się "choby rzigać".
Etat domowy lekko zaniedbany, ale nie porzucony, co daje w sumie 14-15 godzin fifa-rafa i kociokwik z obłędem. Nic to, damy radę, a jak nie damy, to też damy. Zachciało mi się chorować, a potem świętować, to teraz mam za karę.
Toluś nakarmił Państwa Chrobotków.
Chłopaki znoszą sytuację dzielnie dzięki naszej - nie chwaląc się - niesamowitej organizacji, a Zośka i tak, jak zwykle, szcza w najmniej odpowiednich miejscach (głównie na posłanie Bazyla, co mnie nieodmiennie doprowadza do szału, Bazyla pewnie też).
Miss Fridrikson zwiała dzisiaj z klatki i urządziła w pokoju Fasoli totalny Sajgon. Fasola się raczej nie nudziła po powrocie ze szkoły - według mnie godzina doprowadzania wszystkiego do ładu.
Wczoraj wysiadła pralka, aleśmy ją jakoś z Tolusiem reanimowali - póki co działa, chwała Panu, bo prania ci u nas dostatek.
Wariactwo.
A jeszcze ... w supermarkecie sklep z męską odzieżą (garnitury, koszule, krawaty i takie tam) z "wieszakiem ostatniej szansy", a potem co? Po nas? Promocja po byku - ludzie to mają bicia!
Na koniec nutka optymizmu - prę do przodu i jak u nas mawiają nie dam się "choby rzigać".
czwartek, 29 marca 2012
ZUS ZLA = przerwa.
Zwolnienie. Zwolnienie blokady. Stop dla maszyny losującej. Mam tydzień free. Biorę piguły. Czuję się różnie. Jak czuję się lepiej, to mam wyrzuty sumienia, że w zasadzie czuję się dobrze i skoro tak, to czemu nie jestem w pracy, bo mogłabym być, tym bardziej, że tam tyle do zrobienia. Masakra. Staram się odprężyć i odpocząć. Czy ja umiem odpocząć? Nieprzesadnie chyba. Szlag by trafił! Megalomania podwórkowa. Beze mnie się kręci i kręcić się będzie. Potrzeba bycia potrzebnym. Niepotrzebnie sobie tym głowę zaprzątam. Idź ty dziewczyno lepiej spać.
piątek, 23 marca 2012
Badania okresowe.
Telefon z kadr, żebym się uprzejmie stawiła. Takie telefony nie wróżą niczego fajnego. Idę i dostaję do łapki skierowanie na badania okresowe.
O człowieku (!!!), jak ja tego nie cierpię. Póki co orzeczenie o zdolności do pracy stemplowali mi na trzy lata, ale czas jakoś tak zapieprza, że na okoliczność zrobienia kolejnych badań doświadczam porośnięcia włosiem zielonym i alergii na powietrze świeże.
Za każdym razem jestem zdziwiona, że co, że znowu muszę tam iść !? Jednak przy okazji wybierania się na wizytę lekarską myślę o tym, że w "pierdolniku" pracowałam kolejne trzy lata - a przecież jak się przyjmowałam, to tylko na jakiś czas, a tu się pozmieniało, porobiło, jakoś tak poszło światu i mnie, mikro i makroekonomii, i cholera wie czemu jeszcze, i nie ma co - jestem tu nadal i ciekawam ile jeszcze takich badań przepękam w tym miejscu.
A póki co kubełek plastusiowy na płyn fizjologiczny i strzykawa pani, która mnie kłóć będzie dla potrzeb sprawdzenia morfologii i odroczenie (mam nadzieję) na kolejne trzy lata.
Tyle było wcześniej na ten temat, a dziś faktycznie na te badania poszłam.
Czekałam cztery godziny, ale to pikuś. Najgorsze, że mi tej zdolności pani doktor nie podpisała!
I teraz to się dopiero zdziwiłam.
O człowieku (!!!), jak ja tego nie cierpię. Póki co orzeczenie o zdolności do pracy stemplowali mi na trzy lata, ale czas jakoś tak zapieprza, że na okoliczność zrobienia kolejnych badań doświadczam porośnięcia włosiem zielonym i alergii na powietrze świeże.
Za każdym razem jestem zdziwiona, że co, że znowu muszę tam iść !? Jednak przy okazji wybierania się na wizytę lekarską myślę o tym, że w "pierdolniku" pracowałam kolejne trzy lata - a przecież jak się przyjmowałam, to tylko na jakiś czas, a tu się pozmieniało, porobiło, jakoś tak poszło światu i mnie, mikro i makroekonomii, i cholera wie czemu jeszcze, i nie ma co - jestem tu nadal i ciekawam ile jeszcze takich badań przepękam w tym miejscu.
A póki co kubełek plastusiowy na płyn fizjologiczny i strzykawa pani, która mnie kłóć będzie dla potrzeb sprawdzenia morfologii i odroczenie (mam nadzieję) na kolejne trzy lata.
Tyle było wcześniej na ten temat, a dziś faktycznie na te badania poszłam.
Czekałam cztery godziny, ale to pikuś. Najgorsze, że mi tej zdolności pani doktor nie podpisała!
I teraz to się dopiero zdziwiłam.
środa, 21 grudnia 2011
Fakty są mocne, ale nie tak mocne jak błędne mniemania.
Wiadomo, tak jest, że jedna chwila i uruchamia się lawina. Potok słów, albo wydarzeń, albo jednego i drugiego, jednego napędzanego przez drugie, w różnych wariantach. Efekt - wszystko w środku wyje - rzeczy stają się tak nieodwracalne jak śmierć, zieje przerażeniem, niemocą, niezgodą na taki obrót spraw, a potem wewnętrzną pożogą, wrzaskiem z głębi trzewi, na koniec pustką - bo stało się, nadeszło "parszywe". To, na czym opierasz życie, nie jest już stabilne, ale robi makabryczną woltę, istne salto mortale, a ty sam zostajesz wtrącony w duchowy dance macabre.
poniedziałek, 21 listopada 2011
O mamełe!
Tak się jakoś wyprułam. Niby nic, bo często i gęsto dzieje się więcej i kręcę się bardziej niż gówno w przeręblu, ale to chyba ten czas, że znoszę mniej i gorzej.
Staję na przykład przed lustrem w łazience, pochylona lekko nad umywalką, szoruję zęby i zatyka mi się coś w zwojach mózgowych, że już nie wiem czy robiłam w życiu cokolwiek innego poza staniem przed umywalką, czy ja myję te zęby przed pójściem spać, czy przed wyjściem do pracy, czy jest poniedziałek, a może jakikolwiek inny dzień i czemu doznaję permanentnego deja vu, wieczna latanina przy tym samym jeno z permutacjami.
Staję na przykład przed lustrem w łazience, pochylona lekko nad umywalką, szoruję zęby i zatyka mi się coś w zwojach mózgowych, że już nie wiem czy robiłam w życiu cokolwiek innego poza staniem przed umywalką, czy ja myję te zęby przed pójściem spać, czy przed wyjściem do pracy, czy jest poniedziałek, a może jakikolwiek inny dzień i czemu doznaję permanentnego deja vu, wieczna latanina przy tym samym jeno z permutacjami.
środa, 26 października 2011
Stan zawieszenia jest może dobry dla żyrandoli.
Zaniedbałam bieganie. To znaczy wyszłam parę razy pełna zapału, że to przecież pomoże, poczuję się lepiej psychicznie, zrzucę stres i napięcie w karku. Owszem generalnie pomogło, ale o zgrozo stwierdziłam, że tygodniowa przerwa spowodowała, że walczę ze sobą bardziej niż wówczas, gdy zaczynałam. Do tego ból prawego piszczela. Trzeba koniecznie coś z tym zrobić, bo po prostu porażka.
Stan zawieszenia, no tak .... to przez to. Tak się usprawiedliwiam.
Stan zawieszenia, no tak .... to przez to. Tak się usprawiedliwiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


