Toluś poddał się dziś kolejnym medycznym oględzinom, które wykazały rzeczy pozytywne, jak postępujący zrost i tworzenie się imponujących rozmiarów okostnej, ale także negatywne w postaci zakażenia macierzy pazura, które, o ile nieszczęśliwie przeniesie się na gojące się obecnie rany, spowoduje nierozpędzalny antybiotykowo Afganistan i palucha trzeba będzie urąbać. Ja mam już przed oczyma wizję Kuby z "Chłopów" i robi mi się mocno nieswojo. Efekt - definitywne zerwanie! Jutro koniec! Toluś pożegna się z pazurem, który zostanie zerwany, a antybiotyki podane. Niezła sraczka. Ból panie tego i cierpienie. Trzymam za niego kciuki i ogryzam paznokcie po same łokcie. A słonik na szczęście.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
środa, 11 lipca 2012
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Zapiski z placu boju.
Przyznaję się, jestem kibicem. Euro wciągnęło mnie w związku z tym bez reszty. Dzień podporządkowany godzinom rozgrywek. Teraz, jak jest tylko jeden mecz dziennie, albo i nie ma wcale to ok, ale jak były dwa, to latałam jak kot z pęcherzem. Tymczasem na froncie się dzieje, a ruchy wojsk nie ustają, normalnie: potyczki dnia codziennego, ataki to z lewej, to z prawej flanki, zaciekła obrona, albo ruchy zaczepne. Życie.
Toluś pozbył się gipsu, ale niestety nie złamania. Pełnego zrostu nie ma. Gira nadal w kolorze trupio-sinym, objętościowo prezentuje się jak krowie wymię i boli jak nieszczęście. Ruchy jakie takie możliwe, a to już sukces. Nadal uziemienie, ale jednak ciut mniejsze. Powiedzmy, że z okopów Toluś wygrzebał się na poziom "zero".
Bazyli już na drugi dzień po zabiegu śmigał jak osa, tyle że w majtadorach. Teraz ma po prostu między nogami pustą reklamówkę. Poza tym bez zmian, z czego wniosek, że usunięcie jajec nie powoduje spadku poziomu oszołomstwa.
Trzeba znaleźć sposób - poza pomniejszeniem żołądka - na operacyjne usunięcie łakomstwa, a wówczas Brego natychmiast ląduje u weta.
Fasolka natomiast nerwowo poszukuje w miarę taniej miejscówki na opijanie 18 i planuje co tam zapodać gościom do szamania.
Ja zostałam dumną posiadaczką iphona, na którym, korzystając z dzisiejszej przerwy w meczykach, wystukałam tego posta.
Z okrzykiem kibica:
Toluś pozbył się gipsu, ale niestety nie złamania. Pełnego zrostu nie ma. Gira nadal w kolorze trupio-sinym, objętościowo prezentuje się jak krowie wymię i boli jak nieszczęście. Ruchy jakie takie możliwe, a to już sukces. Nadal uziemienie, ale jednak ciut mniejsze. Powiedzmy, że z okopów Toluś wygrzebał się na poziom "zero".
Bazyli już na drugi dzień po zabiegu śmigał jak osa, tyle że w majtadorach. Teraz ma po prostu między nogami pustą reklamówkę. Poza tym bez zmian, z czego wniosek, że usunięcie jajec nie powoduje spadku poziomu oszołomstwa.
Trzeba znaleźć sposób - poza pomniejszeniem żołądka - na operacyjne usunięcie łakomstwa, a wówczas Brego natychmiast ląduje u weta.
Fasolka natomiast nerwowo poszukuje w miarę taniej miejscówki na opijanie 18 i planuje co tam zapodać gościom do szamania.
Ja zostałam dumną posiadaczką iphona, na którym, korzystając z dzisiejszej przerwy w meczykach, wystukałam tego posta.
Z okrzykiem kibica:
środa, 6 czerwca 2012
O znikaniu i pozostawaniu.
1. Bazylowi zniknęły jądra za sprawą kastracji dokonanej skalpelem weterynarza. Pozostały: szwy, pusty woreczek, trochę zasinienia i opuchnięcia, sporo bólu, fizelinowe gatki, wizja zdejmowania szwów, kończący się zapas testosteronu.
2. Tolusiowi zniknęły szwy za sprawą lekarza ortopedy, któren był te szwy wycharatał. Pozostał: gips, zasinienie, nie zagojona jeszcze rana, ból i puchnięcie, nadzieja na przyszłość w związku z narastającą kurwicą spowodowaną przymusową bezczynnością oraz osobista satysfakcja z powodu tego, że w firmie nie dzieje się tak dobrze, jak wtedy, gdy był sprawnym - za przeproszeniem - członkiem zespołu, o czym mu uprzejmie doniosło szefostwo, pytając o zdrowie i rychły, jak mieli nadzieję, powrót.
2. Tolusiowi zniknęły szwy za sprawą lekarza ortopedy, któren był te szwy wycharatał. Pozostał: gips, zasinienie, nie zagojona jeszcze rana, ból i puchnięcie, nadzieja na przyszłość w związku z narastającą kurwicą spowodowaną przymusową bezczynnością oraz osobista satysfakcja z powodu tego, że w firmie nie dzieje się tak dobrze, jak wtedy, gdy był sprawnym - za przeproszeniem - członkiem zespołu, o czym mu uprzejmie doniosło szefostwo, pytając o zdrowie i rychły, jak mieli nadzieję, powrót.
czwartek, 24 maja 2012
Ciasto czekoladowe.
Wróciłam.
Słoneczka nie było, był za to deszcz. Wsiowe pieski wymyziane - wszystkie jakie się napatoczyły. Potem mnie regularnie odprowadzały pod bramę.
Na wykładach nudy i merytoryczne dno, ale jeden ze szkolących - jako człowiek - całkiem sympatyczną i wesołą istotą był, i dzięki temu nie zaziewałam się i nie skonałam. Drugi był za to sztywny jak szpadel i miał wkurzający sposób bycia. Nie moja demencja.
Najbliższe towarzystwo za to miałam przednie, uśmiałam się z nimi jak norka. Przypomniałam sobie zasady gry w remika, w którego nie łupałam od liceum, czyli dawno. Gadki, śmichy, spacerki w deszczu, granie w karty. Wesoło było.
Słoneczka nie było, był za to deszcz. Wsiowe pieski wymyziane - wszystkie jakie się napatoczyły. Potem mnie regularnie odprowadzały pod bramę.
Na wykładach nudy i merytoryczne dno, ale jeden ze szkolących - jako człowiek - całkiem sympatyczną i wesołą istotą był, i dzięki temu nie zaziewałam się i nie skonałam. Drugi był za to sztywny jak szpadel i miał wkurzający sposób bycia. Nie moja demencja.
Najbliższe towarzystwo za to miałam przednie, uśmiałam się z nimi jak norka. Przypomniałam sobie zasady gry w remika, w którego nie łupałam od liceum, czyli dawno. Gadki, śmichy, spacerki w deszczu, granie w karty. Wesoło było.
czwartek, 29 marca 2012
ZUS ZLA = przerwa.
Zwolnienie. Zwolnienie blokady. Stop dla maszyny losującej. Mam tydzień free. Biorę piguły. Czuję się różnie. Jak czuję się lepiej, to mam wyrzuty sumienia, że w zasadzie czuję się dobrze i skoro tak, to czemu nie jestem w pracy, bo mogłabym być, tym bardziej, że tam tyle do zrobienia. Masakra. Staram się odprężyć i odpocząć. Czy ja umiem odpocząć? Nieprzesadnie chyba. Szlag by trafił! Megalomania podwórkowa. Beze mnie się kręci i kręcić się będzie. Potrzeba bycia potrzebnym. Niepotrzebnie sobie tym głowę zaprzątam. Idź ty dziewczyno lepiej spać.
piątek, 23 marca 2012
Badania okresowe.
Telefon z kadr, żebym się uprzejmie stawiła. Takie telefony nie wróżą niczego fajnego. Idę i dostaję do łapki skierowanie na badania okresowe.
O człowieku (!!!), jak ja tego nie cierpię. Póki co orzeczenie o zdolności do pracy stemplowali mi na trzy lata, ale czas jakoś tak zapieprza, że na okoliczność zrobienia kolejnych badań doświadczam porośnięcia włosiem zielonym i alergii na powietrze świeże.
Za każdym razem jestem zdziwiona, że co, że znowu muszę tam iść !? Jednak przy okazji wybierania się na wizytę lekarską myślę o tym, że w "pierdolniku" pracowałam kolejne trzy lata - a przecież jak się przyjmowałam, to tylko na jakiś czas, a tu się pozmieniało, porobiło, jakoś tak poszło światu i mnie, mikro i makroekonomii, i cholera wie czemu jeszcze, i nie ma co - jestem tu nadal i ciekawam ile jeszcze takich badań przepękam w tym miejscu.
A póki co kubełek plastusiowy na płyn fizjologiczny i strzykawa pani, która mnie kłóć będzie dla potrzeb sprawdzenia morfologii i odroczenie (mam nadzieję) na kolejne trzy lata.
Tyle było wcześniej na ten temat, a dziś faktycznie na te badania poszłam.
Czekałam cztery godziny, ale to pikuś. Najgorsze, że mi tej zdolności pani doktor nie podpisała!
I teraz to się dopiero zdziwiłam.
O człowieku (!!!), jak ja tego nie cierpię. Póki co orzeczenie o zdolności do pracy stemplowali mi na trzy lata, ale czas jakoś tak zapieprza, że na okoliczność zrobienia kolejnych badań doświadczam porośnięcia włosiem zielonym i alergii na powietrze świeże.
Za każdym razem jestem zdziwiona, że co, że znowu muszę tam iść !? Jednak przy okazji wybierania się na wizytę lekarską myślę o tym, że w "pierdolniku" pracowałam kolejne trzy lata - a przecież jak się przyjmowałam, to tylko na jakiś czas, a tu się pozmieniało, porobiło, jakoś tak poszło światu i mnie, mikro i makroekonomii, i cholera wie czemu jeszcze, i nie ma co - jestem tu nadal i ciekawam ile jeszcze takich badań przepękam w tym miejscu.
A póki co kubełek plastusiowy na płyn fizjologiczny i strzykawa pani, która mnie kłóć będzie dla potrzeb sprawdzenia morfologii i odroczenie (mam nadzieję) na kolejne trzy lata.
Tyle było wcześniej na ten temat, a dziś faktycznie na te badania poszłam.
Czekałam cztery godziny, ale to pikuś. Najgorsze, że mi tej zdolności pani doktor nie podpisała!
I teraz to się dopiero zdziwiłam.
wtorek, 31 stycznia 2012
"Gdy pada śnieg, gdy pruszy śnieg ... Jak marzną mi paluszki".
Śnieg wprawdzie nie pada, ale za to mróz owszem jest i to spory, i wiatr do tego też niczego sobie, co wszyscy czują. Niestety cierpię na fenomen Raynaud'a i przeżywam katusze. Powrót krążenia w zsiniałych paluchach boli jak jasna cholera, a i inne "ciekawe" zjawiska pojawiają się na pozbawionej, czasowo ale jednak, dopływu krwi skórze. Kto sobie kiedy choć trochę coś odmroził, ten wie o czym mówię. Łapki moje wyglądają mocno nieapetycznie - jakby ktoś po trzech miesiącach uchylił wieko trumny. Nie ma takich rękawiczek, za żadne pieniądze i w żadnej technologii, które zapewniałyby mi prawdziwą ochronę. Mój organizm jak Brutus jest przeciwko mnie i nic, poza stałym dopływem ciepła z zewnątrz, nie daje rady. Ogrzewacze działają za krótko, żeby wytrzymać czas spaceru z psiokami, a zima traci swój urok, co jest przykre.

Lubię bowiem tę
naszą różnorodność klimatyczną, cieszy mnie powrót przedwiośnia, którego, przynajmniej w moich stronach, przez jakiś czas brakowało, cieszą wszystkie pory roku. Niestety już niewielkie zimno powoduje, że przyjemnie, to mi się na to patrzy jedynie zza szyby okna własnej chałupy, gdy w dłoniach trzymam kubełek ciepłej kawki (albo herbatki).
A prawdziwi bohaterowie, to nie takie rzeczy znosili, więc i ja - dzielną będąc - idę na spacer z huncwotami i ręce precz od rąk.

Lubię bowiem tę
naszą różnorodność klimatyczną, cieszy mnie powrót przedwiośnia, którego, przynajmniej w moich stronach, przez jakiś czas brakowało, cieszą wszystkie pory roku. Niestety już niewielkie zimno powoduje, że przyjemnie, to mi się na to patrzy jedynie zza szyby okna własnej chałupy, gdy w dłoniach trzymam kubełek ciepłej kawki (albo herbatki).
A prawdziwi bohaterowie, to nie takie rzeczy znosili, więc i ja - dzielną będąc - idę na spacer z huncwotami i ręce precz od rąk.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


