Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Do zobaczenia.

    Zamiast życzyć do siego roku, życzę do zobaczenia.
Cieszę się, że w przyszłym roku też będziecie.
Poczytam i ...zaśmieję się, albo zamyślę się, czy zasmucę się, czy mnie co poruszy, ucieszy czy wkurzy.
Wtedy we mnie dzieje się tak czy owak.
A potem ... poczekam na więcej.
To tymczasem.

sobota, 18 sierpnia 2012

To jest ładne co jest ładne, czy to, co się komu podoba?

    Jak w programie, prowadzonym przez mężczyznę, zatrudnia się Panią, która wybiega z prawie gołym biustem i dupą i podaje wodę, a ja się zastanawiam, czy  ona rano wstaje i czuje niesmak, choć pewnie nikt jej nie pamięta, to jest męskie oburzenie, że co ładne, to ładne. Pytam dla kogo? Dla ludzi. Jakich? Odpowiedź: Czy koń jest ładny? sic! Przecież ja nie o tym, czy ta Pani ładna, ale o przedmiotowości.

     Pytam. Jakby w studio posadzić panie w średnim wieku, a przyszłoby Panu biegać z na wpół gołym fiutem, to czułby Pan niesmak? Czułby się Pan przedmiotowo? Nie. Mieszam pojęcia i zapędzam do zagrody. Jestem ciężka.

wtorek, 20 marca 2012

A czas nas omija.

    Słucham sobie płyt z cyklu "25 lat przebojów Trójki". Matko jaki spokój i relaks, a jednocześnie natłok wspomnień związanych z piosenkami. Powracają obrazy, jest wewnętrzne śmianie się z siebie, nutka samokrytyki co do pewnych zachowań i myśli z lat odległych; twarze i czyny osób, z którymi nie mam już kontaktu, sytuacji razem przeżytych, dawnych pragnień, wierzeń, miłości, fascynacji, oburzeń i chceń, planów, idealizmu nie do końca utraconego, zamyślenie nad cudowną naiwnością i ufnością, widok chmury nadchodzącego cynizmu, zwątpienia i rozczarowania,straconych szans, totalnych porażek, marazmu, dna i katastrofy, by potem powstały nowe doznania, nowe nadzieje, wrażenia, umiejętności i marzenia - wszystko jak w kalejdoskopie przewraca się kolorami, zapachami i widokami w mojej głowie.

czwartek, 15 marca 2012

Międlę i primcham.

    Nieuzasadniony, albo i uzasadniony spadek motywacji odnotowuję. Fizycznie jest OK, tylko w środku jakoś tak przymarzło, choć na świecie już wiosną zapachniało. Wykonuję co jest do wykonania - sprawnie i bez protestu, ale tak jakoś nieprzesadnie energicznie mi jest. Niechby co sprawiło, żeby mi się chciało tak bardzo, jak bardzo mi się nie chce. Potrzebuję, a jednocześnie nie mam mocy uruchomić się do czynności przynoszących duchową satysfakcję. Oglądać mogę filmy tylko te, które już widziałam, słuchać piosenek, które już słyszałam i czytać, co już czytałam. Łeb mi się zamknął na nowe, boję się jakoś, że mnie emocje przerosną jak mnie co nowego dotknie. Przyczajam się i próbuję wyciszyć. Może to przykuc przed skokiem. Mam nadzieję. Na razie zachowuję się w myśl hasła: "Gdybym miała narty i umiała jeździć, to bym sobie zjechała". Ruszę pewnie do boju ... niedługo.
A Toluś zakupił "stalowego rumaka" i śmiga do pracy niczym osa, choć rower Gazelle.
Jest to sposób na to, żeby się rozruszać. I mnie trzeba by taką metodę przetestować. Skoro nie chcę siedzieć, to logicznym byłoby wstać. Chcę się rozruszać, to niech się ruszę!
Rowerek poniżej - jak dla mnie śliczny jest.


wtorek, 6 marca 2012

Każdy kij ma dwa końce, chyba że to proca. Nowa postać - Patyk.


"Mamo chciałam ci coś powiedzieć."
Ilekroć słyszę te słowa z ust Fasoli tylekroć lekko cierpnie mi skóra, bo zwykle oznacza to albo złe wieści, albo próbę wymuszenia zgody na szalone pomysły.
"Zauważyłaś pewnie zmianę w moim zachowaniu."
I tu ziściły się moje podejrzenia.
"Dobra, mów jak ma na imię."
"Skąd wiesz?! ... Patryk"
"Co, znowu!"
Poprzedni chłopak Fasoli nosił to samo imię. Obecny Patryk natychmiast został dla mnie Patykiem, co oczywiście nie jest za grosz oryginalne, ale tak się przyczepiło i już. Szczerze powiedziawszy i tak ma chłopak szczęście, bo poprzedni - dla moich potrzeb - nazywany był "Kurzym Sromem", co zdarzyło mi się nawet wypowiedzieć głośno przy Fasoli, a co ona wielkodusznie mi wybaczyła i z czego, po rozstaniu, może się spokojnie naśmiewać.
"Chciałam, żebyś go poznała i dlatego zaprosiłam go na sobotę."

wtorek, 21 lutego 2012

Pozdrowienia dla Pana Johana.

   Wykonując zgrabny całkiem półobrót cudem uniknęłam ciosu.
Po bliższych oględzinach "spadniętego" skonstatowałam, że to co leciało, wydając z siebie dziwaczne mlaśnięcie, było makaronem typu "nitka" (cholera wie ilu jajeczną), do tego silnie okraszoną marchwią w kawałkach i resztkami kury. Nie minęła dłuższa chwila, jak w ślad za makaronem poleciały kości z tejże kury, kartofelki i coś nieokreślonego a mokrego (pewnie rosół).
Przechadzka po osiedlu, szczególnie niedzielna i poobiednia, jest zajęciem ryzykownym. Balkonów ci u nas dostatek, a praktycznie z każdego lecą na ciebie człowieku przeróżnej maści wytwory kulinarnej fantazji.
Podejmując ryzyko, w imię głębszego niż dotychczas zbadania kwestii walającego się żarcia, przeszłam się dalej i znalazłam: hałdy chleba, zwałowiska: kiełbas, parówek, surówek, obierek z ziemniaków, gotowanych ziemniaków, kanapek, kapusty kiszonej zasmażanej i innych "wiktuałów" w różnym stopniu rozkładu.
Czy ktoś poza lenistwem, brakiem kultury i bezmyślnością zna przyczyny, dla których tak wielu ludzi wyrzuca jedzenie przez okna wprost na osiedlowe trawniki, a przy odrobienie szczęścia swoim współplemieńcom na głowy?
Głodne ptaszki, kotki i pieski?
Nie!

sobota, 18 lutego 2012

Pragnienia, obawy i trudne decyzje.

  Widoczna na zdjęciu poniżej Fasola, w co wierzyć mi się nie chce, pewnie jak każdemu z rodziców w takich razach, w sierpniu tego roku skończy lat 18. Dostanie toto dowód osobisty, w świetle prawa będzie pełnoletnia, rzekomo dorosła, sama o sobie stanowiąca i sama za siebie odpowiedzialna.
Trochę już w tej głowie ma, rozsądek kiełkujący, a reszta placu pusta i wiatr po nim hula. Czasem dochodzi do sztormów, wszystko wokół rozpieprzone i trudno to potem posprzątać i odbudować, ale bywa też flauta, albo ożywcza bryza.
Dużo w niej wiary, nadziei na rzeczy piękne, niesamowite, romantyczne, porywające. Ma też sporą dozę niezbędnego wariactwa i ciekawości. To dobrze, tak być powinno.
Raczej nie wszystko jest takie, jakim się jej dziś może wydawać - nie szkodzi. O tym co jakie jest będzie miała czas przekonać się w przeciągu życia i z każdym kolejnym doświadczeniem.  Być może to, co ją dziś przestrasza okaże się łatwe i przyjemne, a co dziś jest takie straci na wartości. Mam nadzieję, że pomogłam się jej uzbroić na tyle, że trudne rzeczy nie odbiorą jej  radości, pasji i chęci do działania czy to z prądem, czy pod prąd, a piękne dodadzą jej skrzydeł.

wtorek, 7 lutego 2012

Bluzg.

   Koleżanka z pracy wyjechała na wypoczynek do Zakopanego, z mężem, dwoma synkami i znajomymi. Po powrocie opowiada jak tam było, co się działo i robiło, i jedna rzecz w tym opowiadaniu zatrzymała mnie na dłużej. Miejsce kwaterowania odwiedzane wielokrotnie, zaprzyjaźniona gospodyni, przyjemny pensjonacik prowadzony przez miejscową energiczną i zażywną góralkę.
Znajoma opowiada, że jej dziesięcioletni synek zadał jej pytanie: "Co ta pani (właścicielka pensjonatu) ciągle powtarza za słowo ku ... coś i ku ... coś?".
Szczerze nie wierzyłam prawie, że można w dzisiejszych czasach uchronić dziecko (przez tyle lat) od usłyszenia i poznania celu użycia i znaczenia słowa kurwa, tudzież wielu innych przekleństw.
To miała mamusia problem - jak to dziecku wyjaśnić, żeby mu nie utrwalić i nie wbić do głowy, bo jak tłumaczenie wstydliwe, niejasne i pokrętne, to dzieciak natychmiast wyczuwa, że coś jest na rzeczy i tym mocniej przykleja się do tematu.

Ale czemu mnie to tak zajęło? Wyjaśniam.

sobota, 4 lutego 2012

Gniazdowanie.

   Ależ ja to nieprzyzwoicie wręcz lubię. Od czasu do czasu dobre jest takie "gniazdowanie".
    Pobudka naturalna, bez niepokojącego i nakręcającego terkotu budzika. Oczy otwieram, ale nie zrywam się natychmiast, tylko błogo przeciągam, pomrukuję, oczy przecieram, patrzę niezobowiązująco to w bok jeden, to w bok drugi, to przed siebie, to kątem za okno, co tam słychać.
Złażę wreszcie wolno, noga za nogą z łóżka i cisnę do kuchni.
A tam kawa pachnąca i z mlekiem - wypijana w szlafroku. Papieros do tej kawy, popalany niespiesznie. Znów łyk kawy. Wzrok ślizga się  leniwie po sprzętach, od ściany do okna i z powrotem. Chłopaki z mordami na moich udach jeszcze dosypiają. Kot zagrzebany w pościeli - póki co nawet nie pomyślał o wyruszeniu do michy. Miss Fridrikson co prawda postukuje miską, żeby się pospieszyć z tym śniadaniem, ale dalej popijam kawę, bo jak mawiała w takich razach moja Mamełe: "Pomału, pomału, z głodu jeszcze nikt w portki nie nasrał".
Spokój zewnętrzny, spokój wewnętrzny.

środa, 21 grudnia 2011

Fakty są mocne, ale nie tak mocne jak błędne mniemania.

   Wiadomo, tak jest, że jedna chwila i uruchamia się lawina. Potok słów, albo wydarzeń, albo jednego i drugiego, jednego napędzanego przez drugie, w różnych wariantach. Efekt -  wszystko w środku wyje - rzeczy stają się tak nieodwracalne jak śmierć, zieje przerażeniem, niemocą, niezgodą na taki obrót spraw, a potem wewnętrzną pożogą, wrzaskiem z głębi trzewi, na koniec pustką - bo stało się, nadeszło "parszywe". To, na czym opierasz życie, nie jest już stabilne, ale robi makabryczną woltę, istne salto mortale, a ty sam zostajesz wtrącony w duchowy dance macabre.

czwartek, 15 września 2011

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz – albo czy jestem na gwarancji.


  Z łóżkiem bywa tak, że może być wygodne i duże, pościel w nim może być czysta, pachnąca i miękka, a mimo to ciągle coś uwiera, gniecie, przeszkadza, ogólnie robią się ciciki na mózgu i spać się nie da. Bywa też tak, że uwali się człowiek na madejowym łożu i śpi jak dziecko.


  Życie Wierchoła to pasmo gniecenia w wygodnym łóżku zamieniane na barłóg i odwrotnie, bo już tak z nim jest, że często chce dokładnie nie tego, co akurat ma. Zastanawia się na ile jest uwarunkowany genetycznie, ulegający wpływom i namowom, miejscom, w których bywa, ludziom, których spotyka, a na ile jego wybory są autentycznie jego. Czasem da (albo dostanie) coś dobrego, czasem nie. Konstrukcja Wierchoła zakłada zapewne możliwą ilość zastosowań, rozszerzeń, dodatków i gadżetów, jak również koniecznej wymiany części, uaktualniania oprogramowania i koniecznych napraw, i należy mieć nadzieję, że z odpowiednią instrukcją dalsze użytkowanie będzie bezawaryjne i przyjemne, pełne zaskakujących zwrotów akcji i fantastycznych stworzeń.