Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Do zobaczenia.

    Zamiast życzyć do siego roku, życzę do zobaczenia.
Cieszę się, że w przyszłym roku też będziecie.
Poczytam i ...zaśmieję się, albo zamyślę się, czy zasmucę się, czy mnie co poruszy, ucieszy czy wkurzy.
Wtedy we mnie dzieje się tak czy owak.
A potem ... poczekam na więcej.
To tymczasem.

wtorek, 21 lutego 2012

Pozdrowienia dla Pana Johana.

   Wykonując zgrabny całkiem półobrót cudem uniknęłam ciosu.
Po bliższych oględzinach "spadniętego" skonstatowałam, że to co leciało, wydając z siebie dziwaczne mlaśnięcie, było makaronem typu "nitka" (cholera wie ilu jajeczną), do tego silnie okraszoną marchwią w kawałkach i resztkami kury. Nie minęła dłuższa chwila, jak w ślad za makaronem poleciały kości z tejże kury, kartofelki i coś nieokreślonego a mokrego (pewnie rosół).
Przechadzka po osiedlu, szczególnie niedzielna i poobiednia, jest zajęciem ryzykownym. Balkonów ci u nas dostatek, a praktycznie z każdego lecą na ciebie człowieku przeróżnej maści wytwory kulinarnej fantazji.
Podejmując ryzyko, w imię głębszego niż dotychczas zbadania kwestii walającego się żarcia, przeszłam się dalej i znalazłam: hałdy chleba, zwałowiska: kiełbas, parówek, surówek, obierek z ziemniaków, gotowanych ziemniaków, kanapek, kapusty kiszonej zasmażanej i innych "wiktuałów" w różnym stopniu rozkładu.
Czy ktoś poza lenistwem, brakiem kultury i bezmyślnością zna przyczyny, dla których tak wielu ludzi wyrzuca jedzenie przez okna wprost na osiedlowe trawniki, a przy odrobienie szczęścia swoim współplemieńcom na głowy?
Głodne ptaszki, kotki i pieski?
Nie!

czwartek, 8 grudnia 2011

Dobrze.

  Przeczytałam jeden wpis, góra dwa, i jak to się mówi byłam urzeczona. Z miejsca wiedziałam, że chcę przeczytać więcej. Na wejście to, co na bieżąco, jak znajdę więcej wolnego czasu, to resztę, starsze wpisy. Dziś - szczęśliwym zrządzeniem losu - mam więcej czasu. Czytam sobie i cieszy mnie, że blogowanie jako takie odkryłam późno, a te blogi, które odnalazłam mają już całkiem pokaźną historię. Dzięki temu mam dzisiaj dużo do przeczytania. Czytam więc sobie i dobrze.

piątek, 4 listopada 2011

Ale raczej wyszło inaczej.


   Zamierzałam pisać o książkach, nie tyle  jakie są, albo o czym są, ale opisywać je przez pryzmat własnych doznań, przemyśleń, emocji, które towarzyszyły mi w trakcie lektury i po jej zakończeniu. Co we mnie zostało dzięki cudzym słowom, co się zmieniło, a co umocniło w tym kształcie, który już we mnie był. Sądziłam, że mogę pisać o tym jak różny był mój odbiór tej samej książki, zależnie od nastroju w jakim byłam kiedy po nią sięgałam, od tego ile miałam wtedy lat, albo ile i jakich za sobą doświadczeń. Jak wypełniały się te miejsca walencyjne, które otwiera utwór. Taki miałam zamiar, bo przeżycia związane z lekturą są dla mnie istotne, w znaczący sposób mnie ukształtowały, określają mnie. Miałam nadzieję, że dzięki temu kogoś do lektury zachęcę.
Być może zamiar swój zrealizowałabym, ale zaczęłam od czytania blogów "książkowych" i dupa.
Niektóre są świetne, inne dobre, ale tu chodzi mi o te, które są żenujące.

czwartek, 15 września 2011

Czemu czytam i dlaczego nie mogę pisać.

  Wierchoł pamięta taką scenę:  miał 4 lata i płynnie czytał – Mamełe pomagała starszemu Bracholkowi Wierchoła z nauką, dzięki czemu nauczył się wielu rzeczy wcześniej niż mu to było potrzebne, przez co później mógł się skutecznie zanudzać na śmierć (rzecz jasna tylko przez jakiś czas) – uwielbiał siadywać na usypanej na podłodze stercie książeczek z serii z wiewiórką i tej z „Poczytaj mi mamo”, wyciągać  spod dupska kolejne książki i godzinami czytać.