Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 października 2011

Stan zawieszenia jest może dobry dla żyrandoli.

   Zaniedbałam bieganie. To znaczy wyszłam parę razy pełna zapału, że to przecież pomoże, poczuję się lepiej psychicznie, zrzucę stres i napięcie w karku. Owszem generalnie pomogło, ale o zgrozo stwierdziłam, że tygodniowa przerwa spowodowała, że walczę ze sobą bardziej niż wówczas, gdy zaczynałam. Do tego ból prawego piszczela. Trzeba koniecznie coś z tym zrobić, bo po prostu porażka.
Stan zawieszenia, no tak .... to przez to. Tak się usprawiedliwiam.

niedziela, 2 października 2011

Silesia półmaraton.


   Dziś. Start godzina 11.00. Park w Chorzowie. Pogoda na starcie dobra. Niedawno opadła mgła. Wilgotność nie za duża. Temperatura koło 15 stopni Celsjusza. Nie ma słońca. Potem wyjrzało słoneczko i trzecia pętla półmaratonu dała już pewnie uczestnikom trochę w kość, bo nie dość, że tyle już mieli za sobą, to jeszcze zrobiło się gorąco.
Ale naprawdę gorąca była atmosfera. Dopisali i uczestnicy i kibice. Miło popatrzeć na całe "biegowe" rodziny, znajomych i przyjaciół kibicujących "swoim" i wszystkim innym. Cała impreza w przyjaznej atmosferze, w prawdziwym sportowym duchu. Na organizację też nie można narzekać. Uśmiechnięci ludzie, małe i większe osobiste sukcesy. Okrzyki dzieciaków: "Mama tempo. Tata, tata, dalej, dalej". Dla mnie super.
Obok półmaratonu bieg na 7 km dla tych, dla których półmaraton to jeszcze zbyt wiele.
Trasa podobała się uczestnikom, zielono, ciekawie, choć był na niej długi odcinek wzniesienia i mówili, że nieźle dawał w kość.
Szczęśliwi byli i ci co na podium, i ci, którym  udało się pobić własny rekord, albo po prostu dotrzeć do mety.
Dla każdego uczestnika był medal, a dla najlepszych oczywiście uroczysta dekoracja, puchary i nagrody.

niedziela, 25 września 2011

Ze środka do końca i z powrotem czyli bieganie.



Toluś myślał o bieganiu spory kawałek czasu. Rozmawialiśmy o tym. Planowaliśmy to i owo, wspólne bieganie. I tyle. Słowo jakiś czas nie stawało się ciałem. Toluś czytał, analizował, merytorycznie się przygotowywał i nadal motywował. W końcu kupił buty do biegania, potem kilka niezbędnych ciuchów. Potem pulsometr. I znowu czas na kumulowanie sił.
   Któregoś poniedziałku Toluś wstał rano i…, zupełnie nie jak zwykle, NIE zapalił papierosa. Gigant silnej woli. Sama palę od tylu lat, że wiem, choć nigdy nie rzucałam palenia, że zrobienie tego nie będzie łatwe.
Toluś zaczął biegać. Wracał spocony jak szczur, zmachany i … szczęśliwy.
    Ja czekałam na swój szczyt motywacji i możliwości finansowe, bo co by nie mówić, podstawowa nawet wyprawka biegacza trochę kosztuje.
A tymczasem patrzyłam na Tolusia, słuchałam jego relacji i utwierdzałam się w przekonaniu, że bieganie musi być czasem bolesne i męczące, ale daje poczucie spełnienia, siłę, radość, mniejsze i większe zwycięstwa nad samym sobą i specyficzną wolność. Jest cudownym uzależnieniem.
Zostałam zarażona.