Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dredy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dredy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 grudnia 2011

Co, ja nie znajdę?!

    "Na Afrodytę, gdzie ty startujesz tak wcześnie?! Niedziela jest!"
I tu, co ważne, słowa te były skierowane do Tolusia, wroga numer jeden porannych pobudek, jednostkę fizycznie zaprogramowaną na działanie najwcześniej od południa. Nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić cudowności kitów, które potrafi wciskać gadając przez sen (podczas gdy osobie z boku mogłoby się wydawać, że jest kompletnie przytomny), albo arsenału niedorzeczności, jakie można wówczas usłyszeć. Jest wtedy słodki i czarujący, co nie zmienia faktu, że jego słowa jeszcze nie zdążą przebrzmieć, a już rozlega się chrapanie.
Toluś wstał. Sam. Z własnej i nieprzymuszonej woli wyrwał z łóżka w ten niedzielny poranek jak ogar (jeden z tych, co poszły w las) i oświadczył z przekonaniem: "Ja Ci znajdę to szydełko, zobaczysz! Przyszła mi do głowy taka jedna miejscówka. Tam będzie!" - moc i charyzma tej wypowiedzi usadziły mnie na wyrku. Usadzić, usadziły, ale nie żeby zaraz uciszyły moje wrodzone malkontenctwo: "Nie..., no jasne..., tylko że szkoda czasu i zachodu, i wogóle..." - tu się zawiesiłam.
Wstał, oporządził się i odjechał, uleciał jak sen jaki złoty. Nie minęło pół godziny jak zadzwonił telefon "A nie mówiłem! Co, ja nie znajdę!? Mam. Jakie chcesz: 0,6; 0,75, większe, mniejsze?".
Zadzwonił, a triumf jego był wielki. Trzymając telefon przy uchu dokonywał zakupu. Jeśli mam być szczera, to w jego wykonaniu widziałam już takie rzeczy, że rzadko wątpię w sukces (co jednak nie kłóci się z moim pesymistycznym marudzeniem), bo skoro powie, że będzie tak, to z reguły jest tak, jakkolwiek to robi i jakich sposobów używa.

sobota, 3 grudnia 2011

Ty stary zg(d)redzie.

    Babcia Leokadia swego czasu namiętnie i z pasją, a do tego z niemałym talentem szydełkowała i robiła na drutach. Posiadałam dzięki temu niezliczoną ilość: sweterków, szalików, czapek, rękawiczek i nieziemskich kapciuszków i to wszystko pomimo trudności w zdobyciu wówczas włóczki. Jako dziecko lubiłam te  babcine robótki, asystowałam, zwijałam wełnę w motki, przyglądałam się jak druty śmigają w babcinych rękach i wsłuchiwałam się z przyjemnością w ten jedyny w swoim rodzaju dźwięk, który one z siebie wydają.  I mnie tego i owego babcia nauczyła, choć moją przygodę z drutami zakończyłam na ściegu prawo-lewo, tudzież "ryż", a i tak wiecznie gubiłam jakieś oczka i wychodziło krzywo. Większe umiejętności mam w dziedzinie haftowania. Może i nauczyłabym się więcej z  dziecięcej pasji, ale babci  coraz bardziej psuł się wzrok i bolały ją dłonie, aż zarzuciła ręczne robótki, a ja razem z nią.
Obfitość i różnorodność drutów i szydełek, gazety i książki ze ściegami i wzorami, resztki kolorowych włóczek - wszystko to znalazło przystań na dnie babcinej szafy.