I tu, co ważne, słowa te były skierowane do Tolusia, wroga numer jeden porannych pobudek, jednostkę fizycznie zaprogramowaną na działanie najwcześniej od południa. Nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić cudowności kitów, które potrafi wciskać gadając przez sen (podczas gdy osobie z boku mogłoby się wydawać, że jest kompletnie przytomny), albo arsenału niedorzeczności, jakie można wówczas usłyszeć. Jest wtedy słodki i czarujący, co nie zmienia faktu, że jego słowa jeszcze nie zdążą przebrzmieć, a już rozlega się chrapanie.
Toluś wstał. Sam. Z własnej i nieprzymuszonej woli wyrwał z łóżka w ten niedzielny poranek jak ogar (jeden z tych, co poszły w las) i oświadczył z przekonaniem: "Ja Ci znajdę to szydełko, zobaczysz! Przyszła mi do głowy taka jedna miejscówka. Tam będzie!" - moc i charyzma tej wypowiedzi usadziły mnie na wyrku. Usadzić, usadziły, ale nie żeby zaraz uciszyły moje wrodzone malkontenctwo: "Nie..., no jasne..., tylko że szkoda czasu i zachodu, i wogóle..." - tu się zawiesiłam.Wstał, oporządził się i odjechał, uleciał jak sen jaki złoty. Nie minęło pół godziny jak zadzwonił telefon "A nie mówiłem! Co, ja nie znajdę!? Mam. Jakie chcesz: 0,6; 0,75, większe, mniejsze?".
Zadzwonił, a triumf jego był wielki. Trzymając telefon przy uchu dokonywał zakupu. Jeśli mam być szczera, to w jego wykonaniu widziałam już takie rzeczy, że rzadko wątpię w sukces (co jednak nie kłóci się z moim pesymistycznym marudzeniem), bo skoro powie, że będzie tak, to z reguły jest tak, jakkolwiek to robi i jakich sposobów używa.
