Wierchoł pamięta taką scenę: miał 4 lata i płynnie czytał – Mamełe pomagała starszemu Bracholkowi Wierchoła z nauką, dzięki czemu nauczył się wielu rzeczy wcześniej niż mu to było potrzebne, przez co później mógł się skutecznie zanudzać na śmierć (rzecz jasna tylko przez jakiś czas) – uwielbiał siadywać na usypanej na podłodze stercie książeczek z serii z wiewiórką i tej z „Poczytaj mi mamo”, wyciągać spod dupska kolejne książki i godzinami czytać.

Studia też wybrał „czytające”. Naczytał się i potem, no cóż … mowę mu odjęło, pisanie ucięło, każde słowo jest już cudze, zaklepane, wykorzystane, parafrazowane – niemoc, bezproduktywność, bezpłciowość, brak kreatywności i marazm.
Wierchoł nigdy nie zaczął, a już poczuł się skończony – to jest dopiero dekadencja!
A moze jakby jednak zaczal, to dekadencja nie bylaby tak dotkliwa, czy moze widoczna? Warto probowac?
OdpowiedzUsuń